środa, 23 marca 2016

Powrót Żula

Nie ogarniam czasami już tego, co się wokół mnie dzieje. (Ty nigdy nie ogarniasz) A działo się naprawdę wiele, od problemów na studiach, poprzez problemy w życiu, aż do wielkiego oszustwa, które dokonało się na mnie. Takiego zwrotu akcji w życiu bym się nie spodziewała, ale po kolei.
Ogólnie obiecałam coś napisać, jak wytrzeźwieję i pewnie teraz ktoś może się zastanawiać, czemu trzeźwienie zajęło mi prawie rok. To nie tak, że codziennie chodzę nawalona. Dziś jest drugi dzień, jak nie piję. Czasami są takie tygodnie, gdzie piję codziennie jakieś piwko, dwa, góra trzy. Czasem dla kurażu walnę setkę, przecież to tyle co nic. Nikomu nic złego się nie dzieje, a ja na spokojnie wtedy mogę funkcjonować. Zastanawiałam się nawet nad terapią od uzależnień, ale zasadniczo nie jestem uzależniona. Jak nie mam za co to przecież nie piję. (Tak tak, bo nie masz znajomych którzy ci wiecznie stawiają) Albo jak nie wychodzę z domu. Jak wieczorem siedzę przy kompie to nawet jak otworzę piwo, to często nie mam siły pić go całego. Nie jest ze mną zatem tak źle.
Na studiach jak zwykle pozawalałam, jeden warunek przeciągnął się tak, że w tym momencie powtarzam semestr. Na szczęście z równoczesną kontynuacją obecnego, co trochę ratuje mi tyłek. Chociaż pisanie pracy licencjackiej jest daleko w tyle, zwłaszcza, że cały drugi rozdział miałam źle i muszę od nowa. Ale to tylko około 8 stron więc dam radę. Zrobić to na po świętach trzeba, ale jak się zepnie tyłek powinno się udać. (Zepniesz tyłek, już to widzę. Prędzej piekło zamarznie) Raz, raz jeden się wykazałam i zrobiłam plakat, który spodobał się ludziom. Ja tego dokonałam, własnymi rękoma, a w indeksie jest piąteczka. Wśród trój wygląda ona bardzo okazale i jestem z niej dumna jak dzik. Zwłaszcza, że nie spodziewałam się jej. Zawsze to jakieś miłe zaskoczenie. Aż chce się studiować dalej.
Z innej beczki, w tamtym roku dnia 17 czerwca postanowiłam rzucić palenie. I wyszło mi to aż do sierpnia, kiedy na mojej drodze stanął najgorszy facet, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Owszem, jak to głupia baba, musiałam z nim zacząć kręcić, aż się okazało, jak bardzo ja zostałam wkręcona. Ponieważ ten diabeł wcielony powiedział mi, że ma raka. To raczej szokująca wiadomość nie? Tu mu się kręciło w głowie, tu mdlał, tu karetki, krew z nosa, lekkie drgawki, takie tam. Podobno to był guz mózgu. (Po długim namyśle, to mogły być skutki brania narkotyków) Zasadniczo żadnych wyników badań nie widziałam, ale kurwa, nie spodziewałam się, że ktoś mógłby tak perfidnie kłamać ! Do tego pożyczał ode mnie kasę, niby to na leki, sratatata. (I tu znowu, mógł pożyczać na narkotyki. Zwłaszcza, że pożyczał tyle, że spokojnie starczyło na jedną działkę, a pożyczał regularnie) I prócz mnie, jak się okazało później, oszukiwał tak parę innych dziewczyn. Mało tego, pożyczyłam mu mój telefon, którym bawiła się jedna z jego loszek. Jak już cudem udało mi się odzyskać i telefon i moje 300 (sic!) złotych, odkryłam na moim sprzęcie masę pornoli i wirusów. Ogólnie dobrze, że miałam gwarancję i wymienili mi płytę główną i takie tam. Jaka ja byłam głupia !!! Czasami mam ochotę walnąć sobie strzała w mordę za to, że tak się dałam nabrać ! I gdyby nie mój kumpel, wątpię bym odzyskała moją własność. Jeszcze ten cwel przyszedł z ojcem jak oddawał mi hajs, bo się mnie bał. Grozili mi policją, bo nastraszyłam im synka. Synka, który rodzinę też oszukał, że ma raka. To jest dopiero agent. Jak tacy ludzie mogą spokojnie sobie chodzić po ziemi? Przecież za karę powinien dostać tego raka i zdechnąć ! (Nie wolno życzyć nikomu śmierci! A raczej nie na głos w necie) Ale nieeeeee, chodzi sobie taka bestia nadal po ziemi i pewnie oszukuje dalej naiwnych ludzi. Już nie wiem, kto jest większym debilem. On, że oszukuje ludzi, czy ja, że dałam się nabrać. Paranoja, wielka paranoja....
W tym całym rozgardiaszu mam chyba usprawiedliwienie, dlaczego nic nie pisałam tyle czasu. Jeszcze w okresie październik - listopad nie miałam w ogóle komputera, bo miałam generalny remont w domu, wraz z wymianą instalacji elektrycznej. Całe dwa miesiące spania na gruzie i życia w syfie. Nie jestem przyzwyczajona do takiego wszechobecnego brudu. Ale na szczęście teraz mam pięknie, do tego nowa kanapa, na której żadna sprężyna nie gryzie mnie już w tyłek. Spokojnie planuję już chrzciny mojej kanapy, mam już nawet z kim, ale to osobna historia :P .
Z takich jeszcze ważnych wydarzeń, byłam w lutym na koncercie zespołu Powerwolf w Krakowie. Co za energia ! Co za moc ! (RESURRECTIOOOOOON BY ERECTIOOOOON) Oni są zajebiści, więc i zajebiście się bawiłam. I nie mogę się doczekać, aż znowu będzie okazja by być na ich koncercie. Jak tylko go wspominam, rośnie mi poziom energii i zadowolenia.
Więcej grzechów wyznam w następnym poście. Dawno mnie nie było i mam masę rzeczy do obgadania. A na dzisiaj to by było na tyle.

czwartek, 30 kwietnia 2015

Zagubiona

Dawno mnie nie było, oj bardzo dawno. Ale pogubiłam się w życiu i to tak bardzo, że do tej pory nie mogę się odnaleźć. Alkohol nie pomaga mi wcale, w zasadzie po nim jest jeszcze gorzej i odkryłam nowe, bardzo ciekawe zjawisko. Mianowicie po wódce robię się bardzo agresywna. A jak mówię "bardzo" to jest to naprawdę poważny problem. Dlatego postanowiłam zrezygnować całkowicie z tego trunku. (Hahahahahahaha) Whisky też pic nie mogę, bo po jednym łyku boli mnie strasznie żołądek. Nie wiem czy dorobiłam się wrzodów czy czego, nie mam zamiaru tego sprawdzać u lekarzy. Mam dość lekarzy na jakiś czas. Zdążyłam się na nich bardzo wkurzyć. Nie oznacza to, że dzisiaj pisze ten post świeża i czysta jak Anioł. Mam kaca po wczoraj jak stąd do Tokio, ale staram się go przetrwać.
Czekam na przelew bo kupuje nowy komputer. (Dodaj nowy-używany, bo wyjdziesz na bogacza) Ten jest takim złomem, że zanim się doczekałam aż się włączy na tyle, bym mogła odpalić przeglądarkę, musiałam poczekać pół godziny. No skandal. A przelewy idą bardzo powoli i zaraz się załamię bo w tym momencie powinnam być gdzieś indziej, bo umówiłam się z moim cudownym kolegą. Ale muszę filować przy tym złomie i sprawdzać ciągle stan konta. Aby się nie załamać włączyłam sobie największe hity Brendy Lee. (Teraz i tak leci Best 80's Love Songs) Trochę pozytywnej energii muszę mieć, inaczej padnę na mordę.
A co się stało wczoraj, że wyszłam na miasto? Ano od marca pracuję, moje życie składa się na uczelnie i prace, wychodzę z rana a wracam po 22. Zaczyna mnie to tak męczyć, myślałam, że odpocznę na Pyrkonie (byłam pierwszy raz, było zajebiście, super klimat, super ludzie, kocham kocham kocham) ale nie odpoczęłam, bo ciągle coś się działo. (Głównie brak prysznica się dział) I rozpad nastąpił w momencie, gdy już wracałam pociągiem do swojego miasta. Wpadłam na szalony pomysł by zeżreć wszystkie moje tabletki. Gdyby nie jakaś kobieta to pewnie bym to zrobiła. Leków nie biorę tak jak powinnam, bo zapominam w tym natłoku wrażeń, co tez nie działa dobrze na mój umysł. Tak więc wczoraj ubrałam się, pokłóciłam z mamą i wyszłam na miasto. Sama samiutka, z myślami pełnymi śmierci i beznadziejności. Napisałam do jedynej osoby do której mam pełne zaufanie, do jednego z moich profesorów. Zgarnął mnie, potem doszła ekipa z uczelni i tak piliśmy do 1.30 .( A później wracałaś z buta na obcasach przez całe osiedle, starając się nie posikać. Wielkie gratulacje, bo mogłaś dojechać do końca autobusem, zamiast wyłazic za jakims farbowanym wiedźminem) Humor mi się poprawił w tak doborowym towarzystwie, jednak nadal jestem zagubiona jak mały szczeniak. Słysze głosy w mojej głowie, czuję czyjś dotyk na ramieniu. (To ja wariatko) Ludzie patrzą na mnie i wiedzą, że jestem nienormalna. Chociaż dodam, że na Pyrkonie nikt nawet nie zwrócił uwagi na moje blizny na ręce. W zasadzie pełno tam było takich pociętych świrów jak ja, bo ja ich zauważę wszędzie. Mam radar do wykrywania emocjonalnych wraków. I zasadniczo takie tez osoby często przyciągam.
Zawalam uczelnię, ale to nic nowego. Praca mnie zagrzebała po czubek mojego pięknego noska. Chociaż wczoraj sobie ją odpuściłam, takie ze mnie wredne gówno. Ale nie miałam sił nawet się podnieść, a co dopiero iść do pracy. Jedyne na co miałam siłę to na słuchanie muzyki i bawienie się nożem. Jednak spokojnie, wczoraj nic sobie nie zrobiłam. Jedyne co wczoraj spierdoliłam po całości to znajomość z pewnym chłopakiem. Za dużo się martwił, za długo czekał, ostatnimi czasy ciągle znikałam, nie dawałam znaku życia, w pracy nie miałam jak odpisywać, na uczelni zapominałam, że posiadam takie coś jak GG skupiona na zajęciach. Wczoraj się pogodziliśmy po ostatnim moim wybryku, ale powiedziałam, że muszę wyjść i wrócę o 22. Czekał na mnie do 1.00 a ja nawet nie dałam znaku życia. Usunął mnie skąd się dało, nie odpisuje na SMSy. Nie wiem co mam robić i potrzebuje go w swoim życiu. Bez niego umrę i zginę, bez powietrza, bez ciepła zgasnę i zamarznę. On musi wrócić i nie wiem co mam zrobić. Nie mam zielonego pojęcia, jestem taka samotna teraz przez to, gdy jego nie ma. Jestem podłą, wredną suką, ja wiem, że nie zasługuje na nic i skończę jako samotna dziwaczka. Nienawidzę siebie i nic dziwnego, że tak łatwo mnie znienawidzić. Ale muszę to jakoś naprawić, odkręcić, potrzebuję go. Naprawdę bardzo bardzo mi zależy aby go odzyskać. Nie wiem co mnie z nim łączy, ale bez niego moje życie jest puste. Może jestem egoistką że tak myślę, sama nie wiem. Byłam podła ale też trzeba wziąć to pod uwagę, że jak ciągle uczelnia-praca to mam prawo czasem zniknąć by odzyskać oddech. A jak gubię sama siebie to jak mam jeszcze pamiętać, by do niego napisać? Ja w takich momentach zapominam nawet by się odezwać do mamy czy do kogokolwiek. Sama nie wiem. Umieram. Umarłam.

piątek, 2 stycznia 2015

Poświąteczny strzępek

Święta, święta i po świętach. Mamy nowy 2015 rok, kolejne 12 miesięcy w których możemy się wykazać. Albo zrobić z siebie życiową ofiarę (To ci się uda). Żadnych postanowień nie robię bo i po co. Wątpię czy bym je dotrzymała, nie umiem dotrzymywać danego sobie samej słowa. Nikogo tak w życiu nie oszukałam jak siebie (Oh, really?).
Wigilia nie była do końca taka super miła jak powinna być. Wiem od dawna, że wyglądam jak hipopotam, nie trzeba mi tego przypominać, a przynajmniej nie w święta (Może jednak trzeba dac ci kopa w dupe?). Zamknęłam się w sobie i rozpoczęłam strajk głodowy. Tzn. nie do końca głodowy, bo jem jeden posiłek dziennie, a potem męczę się aż nie usnę. Próbuję ćwiczyć, ale nie wychodzi mi to jeszcze dobrze, bo po 10 minutach umieram, mam zawroty głowy i blokują mi się stawy. Ale powoli jakoś się rozruszam. Najgorzej mam z barkami i plecami, bo siedzę krzywo przy komputerze (wersalka w pewniej odległości od biurka, ale nie da się między nie wstawić krzesła, więc wyginam się do przodu i tak zastygam na parę godzin) (Uzależniona od komputera). Nawet masażystka mówiła mi, że mam kamienie zamiast mięśni tam i dlatego uciskają mi na nerwy, przez co często mam skurcze mięśni i drgawki w rękach. Ale muszę przestać być wrakiem człowieka i morświnem, ciężka droga przede mną, ale mam nadzieję na następnego sylwestra ubrać starą, dwa rozmiary mniejszą sukienkę. Albo jeszcze mniejszą, daj Boże (Hahahahahaha). Życie z nadwagą nie jest proste, zwłaszcza jak się jest kobietą. Wyzwiska, niemożność kupienia sobie extra ciuchów, bóle stawów, arytmia, brak weny do życia. Trzeba z tym skończyć. Tycie mam w genach, wystarczy spojrzeć na moją rodzinę, ale to chyba bardziej genetyczne kochanie jedzenia.
Gdy przestaję sobie radzić, zaczynam pić. A alkohol w połączeniu z pustym żołądkiem i zmęczeniem daje tylko jeszcze więcej bólu dnia następnego. Jeszcze przy lekach od psychiatry, po których nie wolno spożywać alkoholu. Chwilowe wyluzowanie, zapomnienie, ale jak zaczyna puszczać, to zaczyna się emocjonalny dół i agresja. Wściekłość, że znów próbowałam zagłuszyć samą siebie procentami. Wtedy zaszywam się w pokoju i nie chcę nikogo widzieć, ale mieszkając w domu rodzinnym zawsze ktoś musi wejść do pokoju. No i się obrywa postronnym. Gdy już wyżyję swoje agresywne zapędy wpadam w jeszcze większy dół, bo zraniłam kogoś bliskiego,
W dzień po świętach miałam taką fazę, że mama musiała odbierać mi nóż (Jesteś popierdolona, wiesz o tym?) . Jednak coś tam udało mi się powycinać na ręce, czego kurewsko żałowałam w sylwestra, siedząc w sukience na ramiączkach. Jednak chyba nikt się tym zbytnio nie przejął, bo tańczyłam z chłopakami, flirtowałam i doskonale spędziłam ten czas. Nie piłam zbyt wiele akurat w ten dzień, w którym miałam prawo pić, bo umierałam na kacu dzień wcześniej. Mam słabą głowę, ale boje się przyznać do tego ludziom z którym piję, jeśli ich nie znam (Zgrywasz kozaka jak debile z gimbazy). Robię jednak zawsze tak, by na wszystko mieć oko, wszystkiego pilnować, na drugi dzień też zawsze pamiętam wszystko. Teraz nie będę już tyle pić, bo nie mam na to siły.
Żyję w stresie i nie śpię po nocach. Kładę się grzecznie o 23 do łóżka, owijam się ciepłą kołderką i zaczynam rozmyślać. Robię sobie rachunek sumienia, wymyślam idealne scenariusze życia, potem chcę zasnąć i staram się w głowie uciszyć, liczenie owiec nie pomaga bo mnie rozpraszają tylko bardziej. Zasypiam około 3 w nocy, jak włączę mp3 .
Z jednej strony bardzo chce się zmienić i coś robię, ale gdy długo coś mi nie wychodzi to się zniechęcam. Błędne koło. Jeszcze chcą mnie wywalić ze studiów. Jestem żałosnym strzępkiem (Potwierdzam).

niedziela, 21 grudnia 2014

Przedświąteczne randki

Świąteczne wariactwo wszędzie dookoła. W każdym sklepie słychać Last Christmas, a do galerii handlowych nie da się dojechać. Choinka w "salonie" stoi, w pokoju świecą mi się lampki i szklany aniołek. Niestety brak śniegu odbiera wszelaką magię świąt, jaką czuło się kiedyś. Jak było się dzieckiem, była jakaś magia, pewnie znów na jakiś czas wróci jak będę mieć własne dzieci. Na co się nie zapowiada w najbliższym czasie, gdyż poświęcam się studiom. (No bardzo śmieszne stara!) I nie spotkałam jeszcze normalnego, odpowiedniego faceta. Chociaż może taki jest wśród tego tłumu, który ostatnio udało mi się wyłowić.
Nie wiem jakim cudem to się stało, ale od paru dni urywają mi się telefony, ciągle odbieram SMSy, Nie miałam jeszcze takiej sytuacji i nie wiem co mam robić. Mam mętlik w głowie, wszystko przez to, że wyszłam ze swojego pokoju i poszłam na imprezę. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, bo zazwyczaj jak już pojawiłam się w klubie to nikt ze mną nie tańczył, nie zagadywał. (Bo zachowujesz się jak nawiedzona dama) Może dlatego, że starałam się na siłę izolować, a ten weekend spędziłam na totalnym spontanie. Wróciłam dzisiaj do domu , może chwile w nocy odpocznę, wyciszyłam już telefon. Ale własnie zaczął się horror na TVP2 i chyba sobie go obejrzę zanim zasnę. O ile mimo zmęczenia zasnę, jak wyprę z głowy natrętne myśli, DLACZEGO ci faceci chcą się ze mną spotkać. (Bo masz cycki?) Może byli pijani i mnie nie pamiętają zbyt dobrze? A może ja na serio nie jestem taka zła?
Będzie gorzej jak poznają mnie lepiej, jak się dowiedzą kim jestem naprawdę. Zazdrosną furiatką, lubiącą dawać w zęby randomowym dziewczynom, jeśli te za bardzo zbliżą się do faceta, który jest potencjalnie mój. Pewnie wiele dziewczyn tak ma, tylko, że mi się to uspokaja jak wezmę leki.
Muszę sobie obejrzeć film "Fatalne zauroczenie", bo być może mam coś w sobie z tej babki, która miała obsesję na punkcie Douglasa. Chociaż ja jak do tej pory nikogo nie zabiłam i nie zamierzam. Nie ma sensu siedzieć w więzieniu przez byle śmiertelnika. (A ty to niby kto, święta?) Nawet jeślibym zieleniała z zazdrości, gniewu i ciskała pioruny z oczu.
Taki wielki zamęt tuż przed świętami, nie ogarniam. Najchętniej zawinęłabym się szczelnie kołdra i odizolowała od świata, ale niestety nie mogę. Musze jakoś przetrwać ten ciężki okres wśród ludzi, gdzie jedynym pocieszeniem są lampki na choince i świadomość uszek z grzybami w barszczyku. Śmianie się i znoszenie plam, gdy dzieciaki wywalają na ciebie jedzenie, najazd na mój pokój i grzebanie w moich rzeczach, dopominanie się pokazania moich nieskończonych obrazów I O ZGROZO niszczenie mi blejtramów , dziurawienie płótna, ruszanie moich świętych farb. (Bo dziećmi trzeba się zająć, a nie kazać im być cicho i drzeć na nie ryja) Nigdy nie dojrzeje do końca, syndrom borderline-jedynaka zostanie ze mną na zawsze. Takie duże dziecko prawie metr osiemdziesiąt.
Prawie dwie godziny pisałam tego posta, próbując ogarnąć myśli. Panie, błagam o chwilę spokoju !

niedziela, 14 grudnia 2014

Powitać bez chleba i soli, w zamian zimna herbata

Herbata prawie wystygła, gdy ja próbowałam ogarnąć bloga. Podobno tworzenie jest całkowicie proste, ale to takie bez bajerów. (Bo nie umiesz)* .A ja z bajerów nigdy nie wyrosnę, nawet jeśli już od paru lat noszę dowód i przestałam być dzieckiem.
Jak pewnie się orientujecie, nie mam na imię Thaya, nikt normalny w Polsce nie ma tak na imię. Ale to na potrzeby wirtualne, każde moje poczynanie sygnuję innym imieniem. Jestem jak kameleon, przejmuję zachowania innych, imiona (nawet jeśli to imię postaci z książki czy gry), sposób wysławiania się. Tak próbuję stać się istotą akceptowalną dla reszty śmiertelników. Może przeszkadza mi własne indywidualne "ja" i dlatego zmieniam osobowości, aby uciec od siebie? (Nie ma czegoś takiego jak "ja" filozofie) . Nie wiem i wątpię, czy chce dociec prawdy. Prawda o samej sobie może być początkiem koszmaru, jeszcze większego niż obecnie.
Z pewnością jestem człowiekiem, ale czy do końca to nie wiem. Jak napisałam powyżej, przejmuję zachowania innych, nie zawsze są to istoty ludzkie ( nie zawsze też egzystują w realnym świecie). Przysparzam sobie tym wrogów tak samo jak przyjaciół, a czymże byłoby życie bez kogoś na kim można się wyżyć? Wróg to postać potrzebna w opowieści każdego z nas, bez nich byłoby smutno. Chociaż z nimi też nie jest weselej, zwłaszcza, gdy jeszcze żyją. ("Jeśli nie potrafisz zrozumieć ludzi, zastrzel ich") . Mniejsza...
Posty tutaj mogą być chaotyczne, dziwne, przerażające, albo na tematy konkretnie z rzyci wyjęte. Ale właśnie po to postawiłam te wirtualne kartki, by tutaj wylać wszystko z mojej głowy, ażebym miała miejsce na nowe. Jak człowiekowi za dużo myśli się kłębi w głowie, to jak larwy w przejrzałym owocu. Obrzydliwe i łaskoczą w mózgowe zwoje. A z nadmiaru myślenia nie przychodzi nic dobrego poza bezsennością i myślami samobójczymi. Jedno i drugie nie jest dla nas pożyteczne, to drugie ostatecznym może się okazać co najmniej. Lubię spać i lubię żyć, więc myśli me z głowy out.(Myślisz i lubisz żyć, zabawne...) . Zwłaszcza wieczorem przed monitorem z herbatą wystygniętą na lód. I w dniu przed kolokwium, gdzie powinnam myśleć tylko o sławnych malarzach i innych takich tam...



* Druga Istota, lubi komentować moje wypowiedzi. Alter ego, niewdzięczne podłe bydle.