Nie ogarniam czasami już tego, co się wokół mnie dzieje.
(Ty nigdy nie ogarniasz) A działo się naprawdę wiele, od problemów na studiach, poprzez problemy w życiu, aż do wielkiego oszustwa, które dokonało się na mnie. Takiego zwrotu akcji w życiu bym się nie spodziewała, ale po kolei.
Ogólnie obiecałam coś napisać, jak wytrzeźwieję i pewnie teraz ktoś może się zastanawiać, czemu trzeźwienie zajęło mi prawie rok. To nie tak, że codziennie chodzę nawalona. Dziś jest drugi dzień, jak nie piję. Czasami są takie tygodnie, gdzie piję codziennie jakieś piwko, dwa, góra trzy. Czasem dla kurażu walnę setkę, przecież to tyle co nic. Nikomu nic złego się nie dzieje, a ja na spokojnie wtedy mogę funkcjonować. Zastanawiałam się nawet nad terapią od uzależnień, ale zasadniczo nie jestem uzależniona. Jak nie mam za co to przecież nie piję.
(Tak tak, bo nie masz znajomych którzy ci wiecznie stawiają) Albo jak nie wychodzę z domu. Jak wieczorem siedzę przy kompie to nawet jak otworzę piwo, to często nie mam siły pić go całego. Nie jest ze mną zatem tak źle.
Na studiach jak zwykle pozawalałam, jeden warunek przeciągnął się tak, że w tym momencie powtarzam semestr. Na szczęście z równoczesną kontynuacją obecnego, co trochę ratuje mi tyłek. Chociaż pisanie pracy licencjackiej jest daleko w tyle, zwłaszcza, że cały drugi rozdział miałam źle i muszę od nowa. Ale to tylko około 8 stron więc dam radę. Zrobić to na po świętach trzeba, ale jak się zepnie tyłek powinno się udać.
(Zepniesz tyłek, już to widzę. Prędzej piekło zamarznie) Raz, raz jeden się wykazałam i zrobiłam plakat, który spodobał się ludziom. Ja tego dokonałam, własnymi rękoma, a w indeksie jest piąteczka. Wśród trój wygląda ona bardzo okazale i jestem z niej dumna jak dzik. Zwłaszcza, że nie spodziewałam się jej. Zawsze to jakieś miłe zaskoczenie. Aż chce się studiować dalej.
Z innej beczki, w tamtym roku dnia 17 czerwca postanowiłam rzucić palenie. I wyszło mi to aż do sierpnia, kiedy na mojej drodze stanął najgorszy facet, jakiego kiedykolwiek spotkałam. Owszem, jak to głupia baba, musiałam z nim zacząć kręcić, aż się okazało, jak bardzo ja zostałam wkręcona. Ponieważ ten diabeł wcielony powiedział mi, że ma raka. To raczej szokująca wiadomość nie? Tu mu się kręciło w głowie, tu mdlał, tu karetki, krew z nosa, lekkie drgawki, takie tam. Podobno to był guz mózgu.
(Po długim namyśle, to mogły być skutki brania narkotyków) Zasadniczo żadnych wyników badań nie widziałam, ale kurwa, nie spodziewałam się, że ktoś mógłby tak perfidnie kłamać ! Do tego pożyczał ode mnie kasę, niby to na leki, sratatata.
(I tu znowu, mógł pożyczać na narkotyki. Zwłaszcza, że pożyczał tyle, że spokojnie starczyło na jedną działkę, a pożyczał regularnie) I prócz mnie, jak się okazało później, oszukiwał tak parę innych dziewczyn. Mało tego, pożyczyłam mu mój telefon, którym bawiła się jedna z jego loszek. Jak już cudem udało mi się odzyskać i telefon i moje 300 (sic!) złotych, odkryłam na moim sprzęcie masę pornoli i wirusów. Ogólnie dobrze, że miałam gwarancję i wymienili mi płytę główną i takie tam. Jaka ja byłam głupia !!! Czasami mam ochotę walnąć sobie strzała w mordę za to, że tak się dałam nabrać ! I gdyby nie mój kumpel, wątpię bym odzyskała moją własność. Jeszcze ten cwel przyszedł z ojcem jak oddawał mi hajs, bo się mnie bał. Grozili mi policją, bo nastraszyłam im synka. Synka, który rodzinę też oszukał, że ma raka. To jest dopiero agent. Jak tacy ludzie mogą spokojnie sobie chodzić po ziemi? Przecież za karę powinien dostać tego raka i zdechnąć !
(Nie wolno życzyć nikomu śmierci! A raczej nie na głos w necie) Ale nieeeeee, chodzi sobie taka bestia nadal po ziemi i pewnie oszukuje dalej naiwnych ludzi. Już nie wiem, kto jest większym debilem. On, że oszukuje ludzi, czy ja, że dałam się nabrać. Paranoja, wielka paranoja....
W tym całym rozgardiaszu mam chyba usprawiedliwienie, dlaczego nic nie pisałam tyle czasu. Jeszcze w okresie październik - listopad nie miałam w ogóle komputera, bo miałam generalny remont w domu, wraz z wymianą instalacji elektrycznej. Całe dwa miesiące spania na gruzie i życia w syfie. Nie jestem przyzwyczajona do takiego wszechobecnego brudu. Ale na szczęście teraz mam pięknie, do tego nowa kanapa, na której żadna sprężyna nie gryzie mnie już w tyłek. Spokojnie planuję już chrzciny mojej kanapy, mam już nawet z kim, ale to osobna historia :P .
Z takich jeszcze ważnych wydarzeń, byłam w lutym na koncercie zespołu Powerwolf w Krakowie. Co za energia ! Co za moc !
(RESURRECTIOOOOOON BY ERECTIOOOOON) Oni są zajebiści, więc i zajebiście się bawiłam. I nie mogę się doczekać, aż znowu będzie okazja by być na ich koncercie. Jak tylko go wspominam, rośnie mi poziom energii i zadowolenia.
Więcej grzechów wyznam w następnym poście. Dawno mnie nie było i mam masę rzeczy do obgadania. A na dzisiaj to by było na tyle.