Święta, święta i po świętach. Mamy nowy 2015 rok, kolejne 12 miesięcy w których możemy się wykazać. Albo zrobić z siebie życiową ofiarę
(To ci się uda). Żadnych postanowień nie robię bo i po co. Wątpię czy bym je dotrzymała, nie umiem dotrzymywać danego sobie samej słowa. Nikogo tak w życiu nie oszukałam jak siebie
(Oh, really?).
Wigilia nie była do końca taka super miła jak powinna być. Wiem od dawna, że wyglądam jak hipopotam, nie trzeba mi tego przypominać, a przynajmniej nie w święta
(Może jednak trzeba dac ci kopa w dupe?). Zamknęłam się w sobie i rozpoczęłam strajk głodowy. Tzn. nie do końca głodowy, bo jem jeden posiłek dziennie, a potem męczę się aż nie usnę. Próbuję ćwiczyć, ale nie wychodzi mi to jeszcze dobrze, bo po 10 minutach umieram, mam zawroty głowy i blokują mi się stawy. Ale powoli jakoś się rozruszam. Najgorzej mam z barkami i plecami, bo siedzę krzywo przy komputerze (wersalka w pewniej odległości od biurka, ale nie da się między nie wstawić krzesła, więc wyginam się do przodu i tak zastygam na parę godzin)
(Uzależniona od komputera). Nawet masażystka mówiła mi, że mam kamienie zamiast mięśni tam i dlatego uciskają mi na nerwy, przez co często mam skurcze mięśni i drgawki w rękach. Ale muszę przestać być wrakiem człowieka i morświnem, ciężka droga przede mną, ale mam nadzieję na następnego sylwestra ubrać starą, dwa rozmiary mniejszą sukienkę. Albo jeszcze mniejszą, daj Boże
(Hahahahahaha). Życie z nadwagą nie jest proste, zwłaszcza jak się jest kobietą. Wyzwiska, niemożność kupienia sobie extra ciuchów, bóle stawów, arytmia, brak weny do życia. Trzeba z tym skończyć. Tycie mam w genach, wystarczy spojrzeć na moją rodzinę, ale to chyba bardziej genetyczne kochanie jedzenia.
Gdy przestaję sobie radzić, zaczynam pić. A alkohol w połączeniu z pustym żołądkiem i zmęczeniem daje tylko jeszcze więcej bólu dnia następnego. Jeszcze przy lekach od psychiatry, po których nie wolno spożywać alkoholu. Chwilowe wyluzowanie, zapomnienie, ale jak zaczyna puszczać, to zaczyna się emocjonalny dół i agresja. Wściekłość, że znów próbowałam zagłuszyć samą siebie procentami. Wtedy zaszywam się w pokoju i nie chcę nikogo widzieć, ale mieszkając w domu rodzinnym zawsze ktoś musi wejść do pokoju. No i się obrywa postronnym. Gdy już wyżyję swoje agresywne zapędy wpadam w jeszcze większy dół, bo zraniłam kogoś bliskiego,
W dzień po świętach miałam taką fazę, że mama musiała odbierać mi nóż
(Jesteś popierdolona, wiesz o tym?) . Jednak coś tam udało mi się powycinać na ręce, czego kurewsko żałowałam w sylwestra, siedząc w sukience na ramiączkach. Jednak chyba nikt się tym zbytnio nie przejął, bo tańczyłam z chłopakami, flirtowałam i doskonale spędziłam ten czas. Nie piłam zbyt wiele akurat w ten dzień, w którym miałam prawo pić, bo umierałam na kacu dzień wcześniej. Mam słabą głowę, ale boje się przyznać do tego ludziom z którym piję, jeśli ich nie znam
(Zgrywasz kozaka jak debile z gimbazy). Robię jednak zawsze tak, by na wszystko mieć oko, wszystkiego pilnować, na drugi dzień też zawsze pamiętam wszystko. Teraz nie będę już tyle pić, bo nie mam na to siły.
Żyję w stresie i nie śpię po nocach. Kładę się grzecznie o 23 do łóżka, owijam się ciepłą kołderką i zaczynam rozmyślać. Robię sobie rachunek sumienia, wymyślam idealne scenariusze życia, potem chcę zasnąć i staram się w głowie uciszyć, liczenie owiec nie pomaga bo mnie rozpraszają tylko bardziej. Zasypiam około 3 w nocy, jak włączę mp3 .
Z jednej strony bardzo chce się zmienić i coś robię, ale gdy długo coś mi nie wychodzi to się zniechęcam. Błędne koło. Jeszcze chcą mnie wywalić ze studiów. Jestem żałosnym strzępkiem
(Potwierdzam).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz